Turystyczne drogowskazy, jeszcze w Czechach,
Nie pobłądziłam po lesie, bo pomogły czeskie dzieci i kierunek marszu "potwierdził", ten niesamowicie kapitalny drogowskaz
Docierając do czesko – polskiej granicy turystycznej Vrbiny, nie tylko buty ale i skarpetki mam mokre. Prawdopodobnie dlatego, że padało w budce nie było nikogo, krzyczałam nawet „halo”, przed przejściem bramek.
Po polskiej stronie, zaraz przy granicy kościółek kryty gontem. A ja pytając o nocleg, zdałam sobie sprawę jak wyglądam, spodnie obłocone po kolana. Najpierw przyglądano mi się bez słowa, a potem odpowiadano, że nie ma miejsc. Wreszcie dobra kobiecina, udzieliła mi noclegu za grosze.
Rano mokre rzeczy wpakowałam do siatki i ruszyłam w kierunku Lewina Kłodzkiego. Chyba nie trzeba komentować tej kolejowej piękności.
Z Lewina Kłodzkiego, niebieskim szlakiem przez Witów, eskapada wiedzie w pobliżu przejścia Polskie Wrota koło Kudowy, podobnie jak zmierzali wędrujący po złoto Północy.
Podczas marszruty, moimi cichymi towarzyszami były zwierzęta. Krówka ta wodziła za mną pyskiem, gdy przechodziłam obok. Za Przełęczą Polskie Wrota, Słoszów i okolica bogata w stawy rybne oraz gospodarstwa agroturystyczne. Na dachu jednego z nich znajduje się reklama, idealnie widoczna z biegnącej powyżej szosy.
Ze Szczytnej, droga wiedzie wzdłuż strumienia Bystrzycy Dusznickiej. Szum tego strumienia, towarzyszy mi całą drogę do Polanicy Zdroju.
Zastanawiałam się czy dać tą fotkę, ale tak właśnie, podobnie jak warkocz przeplatają się ze sobą strumyk, szosa i droga kolejowa. Przed Polanicą Zdrój, gapiłam się w mapę i zahaczył mnie o prawe ramię zielony bus. Więc stwierdziłam, że nie ma sensu "drałować" w tym dniu do Kłodzka i i lepiej będzie zatrzymać się na nocleg. I jeszcze do tego woreczki na suchych skarpetkach już "chlasły" wcześniej i "chlupało" mi w butach, a spodnie po kostki mokre i brudne.
Szalejów Górny, a obok jest Szalejów Dolny, gdzie młode kobiety jak „szalone” jeżdżą samochodami. Bardzo czyste miejscowości, wszędzie stoją pojemniki na śmieci. Piszę o tym bowiem wielokrotnie "targałam" śmieci kilka kilometrów, by ich nie wyrzucać byle gdzie.
"Pokrążyłam" trochę, przez Szalejów Górny i Szalejów Dolny, ale wreszcie kierunek Kłodzko.
Szukając już w Kłodzku noclegu, przechodziłam obok takiej ciekawostki technicznej.
(teksty z "gl.")






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz