Do Wrocławia pociągiem, dalej autobusem do Pragi. Po przyjeździe na Florenc i przebraniu się w eskapadowy uniform, zamiast jechać metrem, jak prowadzą przewodnicy, ruszam pieszo na Staré Město.
Piękny secesyjny budynek, oraz Prašná brána, przez którą to wjazd do stolicy odbywały orszaki koronacyjne królów czeskich, oraz poselstwa zagraniczne. Jak nazwa wskazuje w XVII i XVIII wieku, służyła jako skład prochu.
i podziwiając detale architektoniczne, kieruję się do wyszehradzkiego grodu.
Vyšehrad i ciekawostka, na historyczny obiekt można wejść ulicą Vratislavova, a wyjść Táborská brána.
W tle zabytkowe budynki praskich wodociągów, a w oddali Vltava i lewobrzeżna Praha. A ja zaczynam przygodę i podobnie jak bursztynowi kupcy, podążam w upalny dzień, właśnie wzdłuż biegu rzeki Wełtawy.
Piękne tereny rekreacyjne, ścieżka rowerowo-rolkowo-piesza i pola golfowe.
oraz ciekawa sztuka użytkowa
W kolejnym dniu jadę więc na na Smíchov i kilka godzin siedzę w kafejce internetowej.
Po jednodniowej przerwie w marszrucie i ruszam dalej, miejscowość Jarov a przy trasie skały.
Takich widoków zapewne nie oglądali bursztynowi kupcy.
We Vrané nad Vltavou elektrownia wodna, w mieście czysto, co kawałek są pojemniki. Przed mostem zapytanie, czy można przejść, miły starszy Pan: „maszynka tam jedzie”, żeby uważać – pozor. Na moście słychać było linki, a po chwali gwizd kolejki i tak wymyśliłam: „strachliwa kobiecina na drżącym moście przy barierce, a poniżej rzeka”. Jest ślisko, fajnie byłoby strzelić fotkę kolejki na moście, ale nie odważyłam się wyciągnąć aparatu, a co dopiero pstryknąć fotkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz