niedziela, 31 maja 2026

Psary – miejscowości podane w tekście – Dobroszyce – Cieszyn – Przygodzice

Wiem, że nie powinno zaczynać się zdania od więc, więc trochę o marszrucie. Czasem mam ochotę zrezygnować i ze względu na trudności w znajdywaniu noclegów i na wyczerpujące się już finanse, jak i niedokładne mapy.  Kierunek Ramiszów, słychać szmer wody, trasa wzdłuż strumyka. Jest gorąco, pot leci mi do oczu i wypijam hektolitry wody. Przed Domaszczynem piękne małe gruszki. Dobrze się idzie przez wsie, bo spokój na drodze, lasy i można zjeść owoce z drzew, śliwki, gruszki i jabłka. Gadam do psów, krów, drzew. Ale nie mogę zrozumieć tych śmieci z samochodów walających się po polach i rowach, przecież kierowcy tego nie niosą. Szczodre, ładny stary dom i rzeka Dobra. 

W miejscowościach są czytelne i pomocne plany ulic.


Hotelik w Dobroszowie Oleśnickim.

Dalej Januszkowice, we wsiach czysto, są pojemniki, dużo starych domów bez dachów, chyba do rozbiórki. Jem pod dziką jabłonką i myślę, że gdyby ktoś się przyłączył do mnie na szlaku i pisał pracę, to w zasadzie miałby „gotowca”.  Pytam o drogę, ale pokierowano mnie w stronę szosy i trochę w bok od trasy szlaku, zamiast na Dobrzeń, to na Stępin. Oczywiście gapa polazłam, ale po chwili się „kapnęłam”. Po kolejnych zapytaniach ktoś powiedział, że niepotrzebnie robię koło, potem pokierowali rolnicy na maszynach. Idę polnymi drogami i przez pola, kurzy się a drobny piasek na twarzy działa jak naturalny peeling,, oczy szczypią od potu. Znowu maszeruje szosa i buty lepią się do asfaltu. Jakiś ziemniak na poboczu i biorę ze sobą z myślą że sobie zjem jak znowu będzie nocka w polu. Po 30 kilometrach docieram do Dobroszyc, pytam o nocleg i ponoć są noclegi gdzieś nad fryzjerem, ale ktoś się pyta czy mam klucz, odpowiadam, że nie i na to odpowiedź, że nic nie wiedzą. Pytam jeszcze w sklepiku i kiosku, gdzie wskazują Oleśnicę. Podjeżdżam więc kilka kilometrów autobusem i jest hotel. 

Od samego rana w Oleśnicy, hałas na ulicy jak w wielkim mieście. W kiosku kupiłam film do aparatu i wypłaciłam pieniądze (kioskarz pokierował). Oczywiście już na starcie zamieszanie z odjazdem autobusu i peronami, ale wreszcie jadę z powrotem do punktu etapowego. Wysiadka i ruszam szlakiem. Za Kolonia Strzelce piękne lasy, napotkany grzybiarz pyta: „czy pani idzie dookoła Polski?”. Co do pogody, to nie ma piekącego słońca, ale jest duszno. 

Przed przejazdem w Grabownie Wielkim grzybiarze z koszami pięknych prawdziwków, a przy torach, zabytkowe urządzenia do nalewania wody do lokomotywy a na szosie wielkie czerwone maszyny rolnicze. Trochę lepiej się idzie bo jest fantastyczny wiatr. Przejście przez Twardogórę ulicą Wrocławską i dalej Wielkopolską jest dość szybkie, bowiem centrum miasta jest nieznacznie z boku. Idzie się trochę pod górę, przechodząc obok pięknie wyremontowanych parterówek. Przed Goszczem po lewej w oddali widoczne jeszcze wzgórza, a za chwilę ogromne zabudowania fabryczne. Około kilometra dalej, przed Domasławicami sznury samochodów. 


Na zdjęciu ciekawostka, dwie miejscowości zaczynają się jednocześnie. A do Cieszyna trasa z górki, spokój na szosie i jak to nazywam „tunele leśne”. Dopytując o drogę i nocleg, załapałam się na podwózkę z piekarnią do Sośnie, gdzie jest stanica harcerska. Prawie 27 kilometrów w tym dniu, i nie wiem jak dostanę się rano do Cieszyna na trasę, choć ponoć nie ma być problemu, żeby zabrać się jakimś stopem z powrotem. Jak już w relacjach pierwszego dnia, podjeżdżam do hotelu na nocleg i muszę wrócić do punktu etapowego, by pieszo kontynuować wyprawę. 

Ranne wyjście z Sośnie, ale nikt nie chce się zatrzymać, idę więc nadprogramowe 7 kilometrów do Cieszyna. Jestem dobita, siadam w lesie, jem i dzwonię. Po czym ruszam, i robię jakieś niepotrzebne, dodatkowe kilometry w bok od szosy. Za Chojnikiem w lesie wiatr, wszędzie grzybiarze i proponują autobus, mówią, żeby nie iść przez las, więc idę szosą, asfalt się lepi, czapkę mi zwiewa. Za Czarnym Lasem, lasy i lasy. Miejscowość Dębnica i stawy, a napotkana osoba opowiada, że teraz są pozarastane brzegi, kiedyś można było spacerować wokół nich, a teraz prywatne i gonią. Nadal lasy, nie ma gdzie przysiąść bo ławki na przystankach w większości rozebrane. Fajne jest, że często dzieci i młodzież po wsiach i małych miejscowościach mówią „dzień dobry”. Miejscowość Przygodzice, po ponad 34 kilometrach, a w okolicy przystanku za centrum pytam o ewentualne noclegi i połączenia do Ostrowa Wielkopolskiego, bo miały być jakieś tanie hotele. Ale na miejscu okazuje się, że nie na moją kieszeń a i jeszcze do tego mam wątpliwości czy kontynuować przedsięwzięcie. 

Jednak po przemyśleniu, jak i po opraniu się wracam do Przygodzic i ruszam na trasę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz